W poniedziałek, dwa dni po moim wystąpieniu podczas wydarzenia Przedsiębiorcza Kobieta, organizowanym przez Studenckie Forum Business Centre Club w Białymstoku, dostałam wiadomość na facebooku.

Napisał do mnie mężczyzna, który był uczestnikiem tego wydarzenia. Zadał mi pytanie. Wydało mi się ono dość głębokie, jak na rozmowę online, ale  w kilku słowach postarałam się mu na nie odpowiedzieć. Pomyślałam wtedy, że skoro w nim pojawiło się takie pytanie, to jest możliwe, że podobne pojawiło się również u pozostałych uczestników.

 

 

Bez względu na to, czy byłeś czy nie na tym wydarzeniu, moja odpowiedź może Cię zainteresować.

Oto historia.

Chłopak ten (nie będę podawała imienia, bo mężczyzn na tym wydarzeniu można by policzyć na palcach ;)) zapytał mnie, jak się ma to, co mówiłam o kierowaniu się wewnętrznym kompasem, do strefy komfortu.

Styczniowa Przedsiębiorcza Kobieta była poświęcona skuteczności. Każdy z nas ma inną definicję skuteczności. Ja w sobotę, powiedziałam o swojej. Mówiłam o tam, jak ważne jest w dążeniu do skuteczności i szczęścia, kierowanie się swoim wewnętrznym kompasem, czyli słuchanie swojego ciała, umysłu i ducha.

Wielu osobom słowo „skuteczność” kojarzy się z tempem, dążeniem do celu za wszelką cenę, naciskiem na sam cel, z zapomnieniem o drodze do celu. Dla mnie droga, jest nie mniej ważna niż sam cel. Miałam w życiu sporo doświadczeń, które nauczyły mnie, że nie sam cel jest najważniejszy.

 

O czym mowa?

Podczas sobotniego wystąpienia mówiłam o tym, że nasze ciało i emocje są swego rodzaju kierunkowskazem i barometrem. Poprzez obserwację i świadomość ciała, możemy sprawdzać, czy to co akurat dzieje się w naszym życiu nam sprzyja. Na przykład czy jest dla Ciebie ok, że jedziesz 6 godzin samochodem bez przerwy, na służbowe spotkanie. Jak na to reaguje Twoje ciało? To jest ważna informacja na teraz i na przyszłość, kiedy będziesz planował podobne podróże. Jak czujesz się po takiej podróży? Kogo obwiniasz za to, że musiałeś jechać tyle godzin? Jak zareagujesz w przyszłości na podobną propozycję szefa? Bądź, co mówi Ci to, że w danej sytuacji zaczynasz odczuwać złość?

 

Wyobraź sobie.

Wyobraź sobie, że podczas rozmowy z szefem, który mówi o tym, że chce Cię włączyć do nowego projektu, pojawia się w Tobie złość. Ta emocji to informacja od Twojego organizmu. To komunikat, że coś tę złość wywołało. Warto przyjrzeć się temu. Być może Twoja granica została naruszona bo np. wiesz, że nie masz już absolutnie czasu na dodatkowy projekt. Albo Twoją złość wywołał strach o to, że wejście w nowy projekt, może oznaczać mniej czasu spędzonego z dzieckiem. Sama emocja złości nie jest zła. Jest wyraźną (choć czasem nieprzyjemną) podpowiedzią, jakie Twoje potrzeby nie są w tym momencie zaspokajane. O tym jak dbać o potrzeby ciała, umysłu i ducha, pisałam więcej TUTAJ.

Wiem ze swojego doświadczenia, że ignorowanie sygnałów, które dostajemy od nas samych, często prowadzi do frustracji, wycieńczenia i poczucia, że robimy coś bez sensu. Niejednokrotnie później zastanawiamy się, dlaczego np. praca, którą wykonujemy nas męczy, dlaczego robimy coś, w czym nie widzimy sensu. Co się dzieje, że miałeś być tancerzem, a jesteś prawnikiem? Mam mnóstwo przykładów na to, że częściej słuchamy innych niż samych siebie. Bardzo często ponosimy tego poważne konsekwencje w postaci niezrealizowanych marzeń, bycia w innym miejscu niż zawsze chcieliśmy,  chorób psychosomatycznych, niespełnionych ambicji czy samotności, mimo posiadania wielu znajomych.

To oczywiście ogromy skrót, tego o czym mówiłam w sobotę.

 

Jakie było pytanie?

Ale wracając do pytania, które dostałam. Brzmiało ono mniej więcej tak:

Jak to, o czym mówiłaś na spotkaniu (słuchanie siebie i kierowanie się wewnętrznym kompasem) ma się do strefy komfortu?

 

 

 

O strefie komfortu można napisać wiele. Zresztą mam poczucie, że to określenie jest przereklamowane 😉 Nie będę skupiała się na tym, czym ona jest, bo to temat na inny czas.

Odpowiadam zatem.

Na pierwszy rzut oka mogłoby wydawać się, że słuchanie siebie, swojego ciała, emocji, potrzeb, serca, może prowadzić do tego, że pozostajemy w miejscu. Np. jeśli czujesz ogromny stres przed wystąpieniem przed setką osób, to słuchając swojego organizmu, emocji możesz podjąć decyzję by nie występować publicznie. Bo przecież Twoje ciało zaczyna reagować na tę myśl bardzo wyraźnie. Zaczynają pocić Ci się ręce, przyspiesza rytm serca, rozszerzają się źrenice, robi Ci się zimo bądź gorąco. W emocjach pojawia się strach, może przerażenie, lęk przed oceną itd. Na pierwszy rzut oka, to wszystkie symptomy, które mają Cię obronić przed nieprzyjemnym. Kiedyś podobne objawy pozwalały człowiekowi uchronić się przed atakiem groźnego zwierzęcia lub wroga. Dziś nadal często próbują nas przed czymś uchronić. Choć wystąpienie publiczne nie jest przecież żadnym realnym zagrożeniem 😉 Czyli można by powiedzieć, że te symptomy mówią: Nie wychodź na scenę!

Nie w tym jednak rzecz.

Jednak nie o same symptomy chodzi, a o to, jak je interpretujemy oraz o to, czy robimy z nich wrogów czy przyjaciół. To my decydujemy o tym, czy te symptomy będą dawały nam siłę, czy nas osłabiały. Często np. stres interpretujemy negatywnie. A to przecież dzięki niemu potrafimy poradzić sobie w zaskakujących nas życiowo, sytuacjach. Podobnie złość, strach czy smutek również są informacją. Problem w tym, że bardzo często interpretujemy je jako coś złego, nie dostrzegając korzyści, które nam dają. Takiego dostrzegania korzyści, również z tych nieprzyjemnych sytuacji, można się nauczyć. Nie jest to łatwe i wymaga procesu, ale jest możliwe. Dzięki temu, że wciąż się tego uczę,  dziś wychodząc na scenę nadal się stresuję, ale wiem, że ten stres mnie mobilizuje, uaktywnia, pobudza, wyostrza moją uwagę. A to jest bardzo potrzebne podczas wystąpień publicznych.

Co więc z tą strefą komfortu? Bycie blisko siebie i kierowanie się tym, co nam podpowiada nasze ciało i emocje, to nic innego jak droga do odwagi. A odwaga, chyba zgodzisz się ze mną, ma wiele wspólnego z wychodzeniem poza swoją strefę komfortu? O tym, jak być blisko siebie mówimy sporo na grupie na facebooku, do której możesz dołączyć (jeśli jesteś kobietą ;)) klikając TUTAJ.

 

 

Jak to działa?

Bycie w kontakcie ze sobą, słuchanie siebie, zwiększa zaufanie do siebie i wiarę w siebie, a te elementy wpływają na wzrost odwagi do tego, by wychodzić poza swoją strefę komfortu bądź poszerzać swoją strefę komfortu (jak kto woli ;)).

Dzięki temu, że jesteś świadomy tego co czujesz (jesteś uważny na sygnały z ciała i na pojawiające się emocje i potrzeby) zaczynasz zauważać, że uczucia nie są niczym złym, a jedynie wartościową podpowiedzią. Zaczynasz zauważać, że dają Ci wartościowe informacje o Tobie i dzięki temu zaczynasz sobie ufać. Zaczynasz wierzyć, że Twój organizm chce dla Ciebie dobrze. Czasem jest to próba uchronienia przed stresem podczas publicznego wystąpienia (bo np. w dzieciństwie miałeś niezbyt przyjemne doświadczenia z tym związane, a nasz organizm pamięta cieleśnie i emocjonalnie), a czasem jest to informacja, że to wystąpienie jest dla Ciebie bardzo ważne i wiążesz z nim jakieś nadzieje na przyszłość. To Ty interpretujesz podpowiedzi – ważne żebyś miał do nich dostęp i ich wysłuchał.

A im jesteś bliżej siebie, tym nabierasz większej wprawy w wychwytywaniu podpowiedzi. Tym bardziej oswajasz różne emocje i nie chcesz od nich uciekać, tylko z nimi współpracować. Dlatego można nauczyć się współpracować ze strachem.

Odwaga, to nie brak strachu, a działanie mimo niego, we współpracy z nim. 

Odwaga i skuteczność nie istnieją bez siebie.

Słuchanie siebie to nic innego jak świadomość siebie. Zobacz, że zwiększanie swojej świadomość np. w jakimś temacie zawodowym, który Cię interesuje, pogłębianie umiejętności w tym obszarze powoduje, że się rozwijasz. Podobnie jest z budowaniem świadomość a propos siebie. Im jest większa, tym jesteś dalej, czasem się cofasz, ale tylko po to, by później wykonać jeszcze większy krok.

Nie twierdzę, że masz nie słuchać innych. Ale twierdzę, że najpierw warto słuchać siebie.

 

A jak Ty widzisz słuchanie siebie i wychodzenie poza strefę komfortu? Napisz w komentarzu.

 

Na prawdę cieszę się, że przeczytałaś mój artykuł. Włożyłam w jego napisanie dużo pracy i czasu. Więc jeśli, to co przeczytałaś jest dla Ciebie wartościowe, to:

  • Proszę, zostaw swój komentarz.Nawet nie wiesz, jak motywuje mnie i cieszy świadomość tego, że Ty to czytasz :). A bez Twojego komentarza nie czuję Twojej obecności. Wiec zostaw łapkę, napisz swoje odczucia po przeczytaniu tekstu bądź podziel się swoimi refleksjami.
  • Podaj dalej.Jestem przekonana, że jeśli to co piszę jest dla Ciebie ciekawe i pomocne, to również może być pomocne dla kogoś z Twojego otoczenia. Dlatego podziel się linkiem do artykułu ze znajomymi.
  • Podejrzyj mnie na Instagramie i Facebooku. Tam oprócz informacji o nowych wpisach na blogu, zobaczysz trochę mojego życia po pracy i kulisy pracy.
  • Dołącz do naszej kobiecej grupyna facebooku: Pracuj i żyj w swoim rytmie. Tam razem z innymi CUDownymi kobietami dbamy i wspieramy się w tym, by przeżywać naszą codzienność w swoim rytmie, dbając o swoje potrzeby i świadomie kreując swoją codzienność. Tam też robię webinary i live’y, co jakiś czas, wyłącznie dla dziewczyn z grupy.

 

Zdjęcia: www.lawreszuk.eu, www.unsplash.com oraz archiwum własne
Share: