MUSZĘ jeszcze kupić karpia i prezent tacie.

MUSZĘ umyć okna, pozmywać podłogę, wytrzeć kurze w całym mieszkaniu.

MUSZĘ jeszcze pojechać po choinkę do miasta, umyć auto i wysłać kartki świąteczne.

MUSZĘ uprać firanki, upiec pasztet warzywny i mnóstwo ciasteczek, by wszystkim starczyło.

MUSZĘ posprzątać w szafkach, zrobić ozdoby z dzieckiem na choinkę i przygotować rzeczy do szlachetnej paczki.

MUSZĘ jeszcze…

 

 

Pamiętam doskonale to uczucie, kiedy odliczałam dni do świąt i sprawdzałam, czy do wigilii zdążę jeszcze zrobić masę rzeczy, które pozostały na mojej liście „to do”. Kiedyś na prawdę potrafiłam zezłościć się i szczerze zmartwić w sytuacji, gdy któryś z punktów mojej listy, okazywał się nie możliwy do realizacji w tym czasie. Potrafiłam sprzątać do nocy, by mieszkanie lśniło, mimo, że wyjeżdżaliśmy na święta i szukać prezentów w sklepach godzinami, wierząc, że wreszcie znajdę ten idealny. To było okropne uczucie, musieć coś robić, ponad swoje siły a czasem obciążając tym również innych.

Większość z nas chciałaby, by okres świąt był czasem, który da nam wytchnienie, odpoczynek, towarzystwo bliskich nam osób. By był magiczny, wyjątkowy i po naszej myśli. Składamy sobie życzenia radosnych i spokojnych świąt. Jednak mam nieodparte wrażenie, że wielu z nas, czego innego chce, a co innego faktycznie robi.

 

Muszenie na autopilocie.

Coraz częściej słyszę w swoim otoczeniu „muszę”. Mam wrażenie, że „muszenie” w okresie świątecznym jest obowiązkowe. Coraz więcej musimy. Działamy jak na autopilocie muszenia. Ciągle coś „powinniśmy”, „przydałoby się”, „koniecznie”.

Co czujesz, gdy mówisz do siebie „Muszę to jeszcze zrobić”? Jakie emocje to w Tobie wywołuje? W jaki stan wprowadzasz swoje ciało, mówiąc tak do siebie?

Mnie takie słowa wprowadzają w stan konieczności, przymusu i gotowości. W stan ciągłego działania i powinności wykonania zadań. Autopilot „muszenia” wrzuca nas w szereg czynności, które powodują, ze czujemy się zmęczeni, wypompowani i wyssani z energii. Zupełnie tak, jakbyśmy robili coś przeciwko sobie.

„Muszę” sprawia, że stawiamy sami siebie w roli ofiary, bez możliwości dokonania wyboru. „Muszę” nie daje przyjemności, bo kto z nas lubi być przymuszany do czegokolwiek. Sprawia, że nie słuchamy swojego organizmu, który być może nam podpowiada „zwolnij”. „Muszę” pokazuje naszym dzieciom, że takie błahe sprawy, jak ugotowanie czegoś, posprzątanie domu czy zrobienie prania, kierują naszym życiem. Pozbawia wielu czynności przyjemności. Przecież gotowanie może być przyjemne. Ale jak szukać w świątecznym gotowaniu przyjemności, jeśli sami robimy z niego obowiązek i punkt do odhaczenia na liście zadań?

 

Zmęczeni świętami.

Często słyszałam w trakcie świąt: „Jestem zmęczona tymi świętami”. Dziś się zastanawiam jaki jest sens tego by męczyć się świętami? Po co święta właściwie są? Czy chcemy przeżyć je tak jak chcemy my, czy tak jak oczekują tego od nas inni? Komu potrzebny jest stres powodowany sprzątaniem, skoro możemy nie sprzątać „świątecznie”, tylko zrobić to tak jak zazwyczaj? Możemy też zapłacić za posprzątanie komuś, jeśli sami nie mamy na to ochoty bądź wolimy w tym czasie zrobić coś innego? Co jest złego w proszeniu o pomoc? Czy zadajemy sobie pytania, dla kogo gotujemy do 01.00 w nocy? Dla siebie z przyjemnością i wizją uradowanych pysznościami dzieci, czy po to by ciocia przy świątecznym stole przypadkiem nie wypomniała nam braku tradycyjnych 12 potraw? Czy faktycznie nasi bliscy oczekują od nas takiego poświęcenia? Co jest złego w poproszeniu, by każdy z gości przyniósł ze sobą jedną potrawę na wigilię, albo jeśli mieszkamy razem, to jedną przygotował samodzielnie?

Wydaje się nam, że musimy robić te milion czynności, bo bez tego święta nie będą udane. Ale patrząc na to z perspektywy tego, czego na prawdę potrzebujemy jako ludzie, to czy faktycznie dla Twoich bliskich ważniejsze jest 12 potraw na wigilijnym stole, od uśmiechniętej i spokojnej mamy i żony?

Czy faktycznie Ty sam jesteś bardziej zrelaksowany i otwarty na rozmowy podczas ciepłych, świątecznych wieczorów przy choince, po tym jak zarwałeś kilka ostatnich późnych wieczorów, na przygotowaniach do świąt?

 

Zrób eksperyment w te święta.

Mam dla Ciebie propozycję i ćwiczenie self-coachingowe. Zamień, szczególnie w tym czasie przedświątecznej krzątaniny, słowo „MUSZĘ” na „CHCĘ” i sprawdź co się zmieni.

Wyobraź sobie, że zamiast „Muszę kupić karpia” mówisz „Chcę kupić karpia”. Co się zmienia w Twoim sposobie myślenia o tej czynności?

Wyobraź sobie, że zamiast „Muszę uprać firanki” mówisz „Chcę uprać firanki”. Jak się zmienia Twoja motywacja do tej czynności? Może po takich słowach okaże się, że wcale nie chcesz uprać firanek. Co się wydarzy, jeśli na te święta nie upierzesz firanek albo zamiast gotowania, zamówisz potrawy świąteczne z restauracji?

Pomyśl, że zamiast „Muszę kupić prezent tacie” myślisz „Chcę kupić prezent tacie”. Jak zmienia się Twój sposób myślenia o sobie? Jak zmienia się Twoja intencja zakupu i motywacja?

Jak to brzmi?

 

Przyjemności z chcenia.

Chcenie tym różni się od muszenia, że pozwala nam decydować, przejmować kontrolę nad nad tym, co robimy bądź czego nie robimy. Chcenie pomaga świadomie dokonywać wyborów, sprawdzać, jakie będą ich konsekwencje. Chcenie sprawia, że robimy coś z większą przyjemnością, luzem. Nasze ciało jest w zgodzie z naszymi intencjami, dzięki temu nie męczy się tak bardzo i nie stawia oporu.

Mam czasem wrażenie, że muszenie w okresach świąt staje się naszą narodową tradycją. Pomyśl, czego tak na prawdę chcesz dla siebie i swoich bliskich w te święta? Czy nie jest przyjemniej, kiedy decydujesz się na sprzątanie mieszkania dlatego, że CHCESZ by pachniało w nim świętami, by zapanowała w nim harmonia, po to byś wraz z rodziną, mógł przyjemnie posiedzieć przy blasku świątecznych lampek? Jak bardzo różni się to od tego, że MUSISZ  posprzątać, bo np. w twoim rodzinnym domu tak się robiło, albo odwiedzający Cię goście zobaczą kurz na biurku? Pomyśl o tym, jak na prawdę chcesz spędzić ten wolny czas i zadbaj najpierw o siebie, później o najbliższych a na końcu o czystość w domu, kolacje, prezenty i wszystko to co wydaje się być ważne.

Sprawdź jakie odczucia pojawiają się w Tobie, chcąc a nie musząc coś robić. Poczuj tę różnicę.

Ja w te święta nic nie muszę. Ale chcę mieć wystarczający porządek w mieszkaniu, kilka pyszności na stole, dobry nastrój i czas dla siebie i bliskich. Chcę, nie muszę. A Ty?

Zwolnij.

Wdech. Wydech.

 

Na prawdę cieszę się, że przeczytałaś mój artykuł. Włożyłam w jego napisanie dużo pracy i czasu. Więc jeśli, to co przeczytałaś jest dla Ciebie wartościowe, to:

  • Proszę, zostaw swój komentarz.Nawet nie wiesz, jak motywuje mnie i cieszy świadomość tego, że Ty to czytasz :). A bez Twojego komentarza nie czuję Twojej obecności. Wiec zostaw łapkę, napisz swoje odczucia po przeczytaniu tekstu bądź podziel się swoimi refleksjami.
  • Podaj dalej.Jestem przekonana, że jeśli to co piszę jest dla Ciebie ciekawe i pomocne, to również może być pomocne dla kogoś z Twojego otoczenia. Dlatego podziel się linkiem do artykułu ze znajomymi.
  • Podejrzyj mnie na Instagramie i Facebooku. Tam oprócz informacji o nowych wpisach na blogu, zobaczysz trochę mojego życia po pracy i kulisy pracy.
  • Dołącz do naszej kobiecej grupyna facebooku: Pracuj i żyj w swoim rytmie. Tam razem z innymi CUDownymi kobietami dbamy i wspieramy się w tym, by przeżywać naszą codzienność w swoim rytmie, dbając o swoje potrzeby i świadomie kreując swoją codzienność. Tam też robię webinary i live’y, co jakiś czas, wyłącznie dla dziewczyn z grupy.
Share: