Pamiętam, że kiedyś czułam dumę, kiedy ktoś do mnie mówił: „Ale ty jesteś konsekwentna”
Dziś – już nie słyszę tak często takich opinii i… dobrze mi z tym.
Od dłuższego czasu przymierzałam się do nagrania tego podkastu. Najpierw miał być tylko wpis na bloga, ale uznałam, że nagranie pierwszego podkastu akurat w tym temacie będzie dobrym pomysłem.

Czemu ten temat? Bo  zatrważająco często spotykam się z tym, że Klientki, z którymi pracuję coachingowo, obarczają się ogromnym poczuciem winy za brak konsekwencji w przedsięwzięciach, których się podejmują. Czy to przy rozpoczynaniu treningów biegania, działań w ramach rozpoczynanej działalności firmy, różnego rodzaju rytuałów, które mają poprawić ich skuteczność i samopoczucie w codzienności czy wobec własnych dzieci. A wiem, jak ciężko jest realizować swoje cele z poczuciem winy, krytykując siebie i nazywając siebie „leniem” w momencie, kiedy z różnych powodów nie udaje nam się tych celów zrealizować, bądź chwilowo mamy „zastój”. Dlatego pierwszy podkast będzie właśnie o tym, jak sobie radzić z brakiem konsekwencji. Nie jest to temat łatwy,  ale koniecznie wysłuchaj tego podkastu do końca,  jeśli chcesz dążyć do swojego celu, bez poczucia winy, bez podkopywania swojej samooceny i z większą samoakceptacją i zrozumieniem siebie.

I koniecznie napisz, jak Ci się słuchało mojego pierwszego nagrania (mimo chrypki i czasem dobiegających, niechcianych głosów z zewnątrz ;))

 

 

A jeśli wolisz czytać – proszę bardzo 🙂 Jest również tekst.

 

Brak konsekwencji w dzisiejszych czasach urósł do naprawdę dużej wady charakteru. Mówcy motywacji i wiele osób ze świata rozwoju osobistego bardzo często odwołują się do tego, że by osiągnąć swoje cele, zrealizować marzenia i osiągnąć sukces, trzeba być konsekwentnym. Nie zważać na przeszkody i trzymać się obranego kursu mimo wszystko. Wiele poradników rodzicielskich również traktuje zasadę bycia konsekwentnym, jako klucz do sukcesów rodzicielskich i dobrych relacji z dziećmi.

Bycie konsekwentnym, to również cecha doceniana przez pracodawców u pracowników (wiem coś o tym, pracowałam jako HR Business Partner) jak też niesamowicie często określana jako „must have” przy rozwijaniu swojego biznesu i osiąganiu życiowego dobrobytu.

I ja oczywiście zgadzam się, że konsekwencja jest przydatną cechą, kiedy realizujemy nasze zamierzenia. Pomaga w zastępowaniu „złych” nawyków tymi lepszymi. Pomaga w kształtowaniu takiego życia, jakie chcemy. Jest jednak też druga strona medalu.

Co wynika z mojej praktyki?

W swojej praktyce bardzo często spotykam się z tym, że Klientki, z którymi pracuję, obarczają się ogromnym poczuciem winy za brak konsekwencji w przedsięwzięciach, których się podejmują. Czy to przy rozpoczynaniu treningów sportowych, działań w ramach rozpoczynanej działalności firmy czy różnego rodzaju rytuałów, które mają poprawić ich skuteczność w codzienności.

Często słyszę: „Jestem do niczego – znowu nie ćwiczyłam w  tym tygodniu” „Ale ze mnie leń – znowu nie wysłałam CV do firm o których Ci mówiłam. Jestem niekonsekwentna i mam za swoje.”. Poczucie winy, którego doświadczają, często urasta do takich rozmiarów, że blokuje ich w kontynuowaniu swoich działań, blokuje dostęp do kreatywnej części siebie, prowadzi do obniżenia samooceny i nieadekwatnej krytyki wobec siebie.

Obserwowanie zmagań moich Klientek oraz moje osobiste doświadczenia z tematem bycia czy nie bycia konsekwentną, skłoniło mnie do przyjrzenia się tej obwieszczonej „prawdzie”: Bądź konsekwentna – to klucz do sukcesu.

Jeśli i Ty borykasz się z brakiem konsekwencji i czujesz żal do siebie i zawód w sytuacjach, kiedy nie udało Ci się dotrzymać obietnicy danej sobie, przeczytaj ten wpis do końca. Mam nadzieję, że rzuci on nowe światło na Twoje postrzeganie konsekwencji i pozwoli Ci być bardziej wyrozumiałą i empatyczną wobec siebie. A to w dłużej perspektywie może przybliżyć Cię do osiągnięcia Twoich celów, bez obarczania się poczuciem winy i podkopywania swojej samooceny.

I jeszcze raz to podkreślę: nie twierdzę, że konsekwencja jest zła. Ale tak jak świat nie jest czarno-biały, tak i żadna ludzka cecha nie jest tylko dobra, albo tylko zła. A w związku z tym, że dookoła tak wiele dobrego słyszymy o byciu konsekwentną, to chcę Ci pokazać drugą stronę medalu i tym samym potwierdzić, że czasem bycie niekonsekwentną, może być użyteczne i zbliżyć Cię do siebie samej, swoich bliskich i pozwolić poczuć Ci większą samoakceptację i wewnętrzną równowagę.

 

Tytuł wpisu.

Tytuł tego wpisu: „Jak wybaczyć sobie brak konsekwencji” miał przyciągnąć Twoją uwagę do tego tematu, ale wiedz, że osobiście mi nie leży. Bo ja wcale nie chcę Ci pokazać jak wybaczać sobie brak konsekwencji. Bo uważam, że braku konsekwencji wcale nie powinnaś sobie wybaczać. Nie ma ku temu powodu. Zazwyczaj wybacza się coś, coś uważamy, że zrobiłyśmy źle, a bycie niekonsekwentną wcale nie musi oznaczać wady. Jest to kwestia interpretacji bycia niekonsekwentną.

W tym wpisie, chcę Ci pokazać inną twarz bycia niekonsekwentną. Mam nadzieję, że ten tekst zatrzyma Cię przy sobie w sytuacji, kiedy zechcesz obwinić siebie, skarcić czy skrytykować za brak konsekwencji.

Ten wpis dedykuję również wszystkim cudownym kobietom, które zwracają się do mnie z pytaniem: Jak osiągnąć długoterminową motywację i jak ją w sobie podtrzymywać, jak poradzić sobie ze swoją niekonsekwencją?

 

Bycie konsekwentną jest przereklamowane.

Wg. mnie bycie konsekwentną zawsze i wszędzie, jest przereklamowane. Zasadę konsekwencji traktuje się jako główny wyznacznik osiągnięcia sukcesu w różnych dziedzinach. Na prawdę często czytam (co lepsze, sama tak kiedyś uważałam), że ta cecha jest niezbędna do tego, by osiągać sukcesy. Moje doświadczenie pokazuje jednak coś innego. Na naszą skuteczność i satysfakcję z życia, wpływa dużo więcej cech, niż tylko konsekwencja w działaniu.  Dodatkowo źle zdefiniowana konsekwencja bywa głównym powodem tego, że nadmiernie siebie krytykujemy, niekonsekwencję wpisujemy w katalog swoich stałych, niezmienianych cech charakteru a przez to nie szukamy nowych sposobów na realizowanie swoich celów, bo przecież i tak nie jesteśmy konsekwentne.

Zobacz jak koło się zamyka – jestem niekonsekwentna, przez co nie będę szukała innych sposobów osiągnięcia swoich celów, bo i tak jestem niekonsekwentna i i tak mi się to nie uda. Przyznasz, że takie przekonanie nie pomaga?

 

Z czego wynika to, że niekonsekwencję często traktujemy jako wadę?

O zasadzie konsekwencji mówił m.in. psycholog Robert Cialdini w swoich teoriach wpływu społecznego. Wg. Cialdiniego konsekwencja jest jedną z tych cech, które pomagają nam uzyskać pozytywną opinię otoczenia, osiągnąć komfort psychiczny i realizować swoje cele. Skoro więc brakuje nam tej cechy, to znaczy, że nie będziemy mogły dostać tych korzyści. Jednak jak wspomina Cialdini – kij ma dwa końce. I o ile konsekwencja może pomagać nam realizować nasze cele, ponieważ upór, który automatycznie wkładamy w nasze działania, pomaga nam je podejmować, o tyle mechaniczne kierowanie się konsekwencją, może doprowadzić do tego, że przestaniemy być czujne na skutki takiego swojego postępowania.

Bo bycie konsekwentną ma też swoje konsekwencje. Wiem, że to trochę zamieszane, ale postaram Ci się to wytłumaczyć. Chodzi o to, że często wolimy nie zdawać sobie sprawy ze skutków ubocznych naszego postępowania, bo to przybliżyłoby nas do nieprzyjemnych emocji bądź trudnych decyzji, a tego chcemy przecież unikać. Bardzo często wypieramy, odrzucamy tę część siebie, która kojarzy nam się ze smutkiem, bólem czy cierpieniem, więc wkładamy sporo energii w to, by tej części siebie nie dotykać.

Na przykład: Łatwiej jest powiedzieć o sobie: „Jestem konsekwentna w swoich decyzjach, dlatego jeszcze pracuję w tej firmie” Niż przyjrzeć się prawdziwym, często ukrytym głębiej powodom, dla których nie podejmujesz wyzwania zmiany pracy. Bo konfrontacja z tym, mogłaby być bardziej bolesna niż po prostu uznanie siebie za konsekwentną.

 

 

Ponadto zgodnie ze społecznym dowodem słuszności (Cialdini) jeśli coś jest uznawane za słuszne przez otoczenie, środowisko czy większość, to łatwiej jest nam uznać, że jest to właściwe i poprawne w życiu. I tym trudniej się temu przeciwstawić czy podważyć.

Ok, ale dość tego psychologizowania. Spójrzmy na ten temat od strony bardziej praktycznej.

Oto 6 powodów, dla których warto być czasem niekonsekwentną i zaakceptować to.

  1.  Konsekwencja może blokować odwagę.

Wyobraź sobie, że wybierasz kierunek swoich studiów i zawód, który chcesz wykonywać przez resztę swojego życia. Twój wybór był podyktowany trochę tym, na co liczyli rodzice, trochę tym, gdzie wybierali się znajomi a trochę tym czego ty chciałaś. Po ukończeniu studiów okazuje się jednak, że praca, którą wykonujesz nie spełnia Twoich ambicji, nie zaspokaja Twoich potrzeb i zupełnie nie sprawia Ci przyjemności. Z moich doświadczeń wynika, że obawa przed zmianą ścieżki zawodowej (i w ogóle zmianą) dość często łączy się z przekonaniem, że skoro coś wybrałyśmy raz, to powinnyśmy się tego trzymać. Bo co powiedzą rodzice, znajomi, jak ja sobie poradzę w nowej sytuacji. To wtedy mówimy sobie w duszy : „Muszę być konsekwentna a nie skakać z kwiatka na kwiatek”. I to przekonanie przytrzymuje nas w pozornej strefie komfortu. I to właśnie przekonanie, często zatrzymuje nas przed podejmowaniem wyzwań i szukaniem lepszego miejsca bądź rozwiązania dla siebie.

 

2. Konsekwencja może utrudniać bliskość ze sobą.

Trzymając się przykładu wyżej. Tłumaczenie sobie, że trzeba konsekwentnie wywiązywać się ze swoich wcześniejszych decyzji i postanowień, utrudnia słuchanie swojej intuicji i tego, co podpowiada nam tzw. serce. A przecież większość z nas chciałaby mieć pracę zgodną ze swoją misją, przeznaczeniem, tym, do czego zostałyśmy stworzone i w czym mamy na prawdę talenty. Szukanie swojej ścieżki zawodowej, czy pasji, bardzo mocno łączy się z wycofywaniem się z wcześniejszych decyzji, próbowaniem, testowaniem, negowaniem własnych wcześniejszych poglądów. A to jest dalekie od potocznie rozumianej konsekwencji. Tu na prawdę sprawdza się powiedzenie:

Tylko krowa nie zmienia poglądów.

Wiem, jak ciężko jest przyznać się sama przed sobą, że pomysł, który miałaś na dany moment swojego życia nie sprawdza się. Albo jak ciężkie bywa powiedzenie rodzinie, że rezygnujemy z tego, czym się przed chwilą chwaliłyśmy, cieszyłyśmy i ekscytowałyśmy (np. nowy biznes). Pamiętam, jak miałam powiedzieć mojej rodzinie, że rezygnuję ze stabilnego, dobrze płatnego etatu w korporacji. Dla mnie, na tamten moment mojego życia to było na prawdę wyzwanie. Trudno jest słyszeć: „Ale ty jesteś niekonsekwentna”. Ale to właśnie potocznie nazywane  skakanie z kwiatka na kwiatek, w sytuacjach wielu kobiet sprawdzi się, jako strategia szukania swojego miejsca, pasji, pracy czy ogólnie pomysłu na siebie.

Wycofywanie się, zmiana decyzji czy pomysłu może świadczyć o tym, że jesteś blisko swoich potrzeb. Słuchasz tego, co podpowiada Ci intuicja (a nie tylko „życzliwe” otoczenie) i masz wewnętrzną odwagę podążać za tym, co w sobie słyszysz, co w tobie jest akurat żywe. Oczywiście taka strategia wymaga zaangażowania, dania sobie przestrzeni na przyglądanie się własnym potrzebom, marzeniom i celom. Często pomocne w tym może okazać się towarzyszenie innej osoby: przyjaciółki, koleżanki czy coacha.

 

„Młodzieniec zna zasady, starzec zna wyjątki od zasad.”

Oliver Wendell Holmes

 

3. Konsekwencja może utrudniać bliskość i relacje z innymi.

Oj, tu obszar relacji z dzieckiem wpisuje się idealnie. Wiem, że tu narażę się na krytykę wielu rodziców, ale podejmuję wyzwanie, bo aż świerzbi mnie, kiedy po raz kolejny, na placu zabaw, słyszę rady: „Musisz być bardziej konsekwentna wobec Antka, wreszcie ustąpi”. No właśnie: „ustąpi”! Wiele zachowań rozumianych jako konsekwentne wobec drugiego człowieka (nie tylko dziecka, ale również partnera, współpracownika, czy Klienta) może prowadzić do relacji wygrany – przegrany. A taka relacja na dłużą metę nie będzie korzystna dla żadnej ze stron. Często zachowujemy się tak, bo boimy się utracić etykietę, którą sobie przykleiliśmy (bądź ktoś na przykleił). Etykiety „konsekwentnego rodzica”, „twardego negocjatora w biznesie”, czy „zawsze mającego rację partnera”.

Bycie zawsze konsekwentnym, czy kierowanie się pewnymi zasadami postępowania (jako stałymi wyznacznikami naszych działań) może prowadzić do tego, że przestaniemy być czujne na potrzeby drugiego człowieka. A te przecież zmieniają co chwilę. W zależności od okoliczności, wydarzeń życiowych czy naszej kondycji fizyczno – psychicznej. Przyznasz, że czasem masz ochotę na aktywny, a czasem na pasywny odpoczynek. Więc gdybyś przyjęła zasadę, że zawsze, konsekwentnie odpoczywasz aktywnie, to istnieje zagrożenie, że zaczęłabyś robić coś wbrew sobie, tylko dlatego, że taką zasadę sobie ustaliłaś i nie chcesz się z niej wycofywać. Bez sensu prawda? A jednak często w codzienności, nie widzimy tego braku logiki w stosowaniu stałych, niezmienianych zasad naszego postępowania.

Przyznaję się głośno, że sama kiedyś uważałam, że bycie konsekwentną wobec naszej Hani to jedyna droga do budowania dobrej relacji i bezpieczeństwa mojego dziecka. I że nie będę się uginać na tzw. manipulacje. Teraz wiem, że zamiast konsekwentnego zachowywania się zawsze w taki sam sposób, wolę za każdym razem sprawdzać, jaka potrzeba kryje się za zachowaniem mojego dziecka (i moim też), a nie ślepo reagować zawsze w taki sam sposób, tylko dlatego, że ktoś napisał, że tak trzeba, że trzeba być konsekwentnym rodzicem. W tym przypadku moja niekonsekwencja sprzyja i mnie i naszemu dziecku, bo zbliża nas do siebie.

Owszem, sprawdzanie, co kryje się np. za chęcią zjedzenia słodycza, która manifestuje  się przeraźliwym płaczem i wręcz żądaniem ;), jest trudniejsze niż powiedzenie: „Przecież wiesz, że w naszym domu nie je się słodyczy – to nasza zasada i koniec kropka”. Bycie niekonsekwentną w tej sytuacji wymaga więcej uważności i zaangażowania ze strony rodzica. Wymaga też większej świadomości chociażby mechanizmów, które mogą kryć się za chęcią zjedzenia słodycza przez dziecko bądź takim mocnym wyrażaniem emocji. Wolę jednak bardziej angażującą drogę, ale budującą bliskość, niż łatwiejszą, ale oddalającą.

Dlatego jak ktoś mi mówi, że jestem niekonsekwentna wobec Hani, to już się tylko uśmiecham, bo wiem, że jestem konsekwentna, ale inaczej. Konsekwentna w tym, by być czujną i uważną na moje dziecko a nie w tym, że będę upierać się przy swoim, mimo, że to upieranie się nie sprzyja ani mnie, ani Hani. Dlatego, jak któraś z moich „dzieciatych” koleżanek mówi mi, że brakuje jej konsekwencji wobec swojego dziecka, to ja mówię, że „wspaniale” i zaczynamy rozmowę o tym 🙂

Uf… temat konsekwencji w tym kontekście, to duży temat. Spokojnie na oddzielny artykuł. Pięknie o konsekwencji i jej braku wobec dzieci opowiada Agnieszka Stein – psycholog, do której Cię odsyłam.

 

4. Konsekwencja może przykrywać inne, ważne potrzeby.

Ten argument wytłumaczę na przykładzie prawdziwego kazusu jednej z moich Klientek. Klientka ta, postawiła sobie za cel włączenie aktywności fizycznej do swojej codzienności. Czyli chciała regularnie ćwiczyć. Regularnie, czyli od razu codziennie, przez określony z góry czas. Na jedną z sesji coachingowych przyszła z tematem tego, że jest niekonsekwentna, bo obiecała sobie, że będzie codziennie, po pracy ćwiczyła, a tymczasem poćwiczyła tylko dwa razy w danym tygodniu. Jako przyczynę tego zachowania określiła właśnie brak konsekwencji i jak to nazwała „swoje lenistwo”. Oceniła się bardzo negatywnie, krytycznie i powiedziała, że już nie ma na siebie siły.

Kiedy zaczęłyśmy rozmawiać w trakcie sesji o tej sytuacji, wchodzić głębiej i sprawdzać co się wydarzyło w danym tygodniu, okazało się, że Klientka, miała na prawdę dużo innych aktywności, w które zainwestowała swój czas i energię. W tym właśnie tygodniu inne potrzeby, które się w niej pojawiły, np. potrzeba spędzenia czasu z dzieckiem, potrzeba odespania zarwanej nocy czy pomocy przyjaciółce, okazały się ważniejsze na tamten moment. Kiedy Klientka usłyszała samą siebie, że te nieregularne ćwiczenia być może nie są objawem jej „lenistwa”, tylko naprawdę miała ważniejsze potrzeby, poczuła ulgę.

Miała w sobie więcej pozwolenia na planowanie kolejnego podejścia do ćwiczeń. Ustaliła nowy – mniej restrykcyjny plan. Zauważyła nawet, że to dobrze, że w ogóle znalazła siły i czas na jakiekolwiek ćwiczenia w tym tygodniu, przy takiej ilości innych aktywności. Przyznasz, że z takim wnioskiem i zrozumieniem siebie łatwiej będzie podejść do kolejnych ćwiczeń? Podobne sytuacje mogą pokazywać nam również to, co powinnyśmy w takim razie zmienić, przeorganizować czy delegować by móc realizować swoje cele. Być może inną drogą, w inny sposób.

Oczywiście abstrahuję już od tego, że często w podobnych sytuacjach stawiamy sobie zbyt wygórowane oczekiwania – codzienne ćwiczenia, kiedy dotąd nie ruszałyśmy się w ogóle? Przyznasz, że nie brzmi to zbyt optymistycznie 😉

Zaakceptuj to, że za daną niekonsekwencją w działaniu, może kryć się inna, dużo ważniejsza do zaspokojenia potrzeba. I to właśnie jej warto się przyjrzeć, a nie uciekać w przykrywanie jej tzw. „niekonsekwencją”.

 

5. Konsekwencja może być pułapką, w którą same wpadamy.

Nawet nie wiesz, ile razy zdarzało mi się określać sobie jakieś reguły postępowania czy zasady, a później naginać cały świat i siebie, tylko dlatego, by tych zasad nie złamać. Znasz to? 😉 Przykład? Proszę bardzo.

Wiem, że wiele z nas podejmuje wyzwanie, by nauczyć się wstawać codziennie, wcześnie rano (no bo przecież ludzie sukcesu podobno wstają bardzo wcześniej ;)). Znam to, sama do tego podchodzę już wielokrotnie. Kiedy udaje się nam wstawać przez jakiś czas z pianiem koguta, to my oczywiście przeszczęśliwe opowiadamy wszystkim dookoła, jak to cudownie nam się wstaje rano i wspólnie z uśmiechem na ustach je śniadanie przy rodzinnym stole. Wierzymy, że tak już będzie zawsze. Aż przychodzi taki dzień, kiedy nasz tryb życia się zmienia, kładziemy się spać bardzo późno, bo np. przez cały dzień i pół nocy opiekowałyśmy się dzieckiem w infekcji. Tak więc nadrabiamy zawodowe zaległości pracując późnymi wieczorami. Przez to nie możemy wybudzić się rano i zaczynamy mieć pretensje do siebie, że nie przestrzegamy danego sobie słowa.

Nagle stajemy się zakładniczkami swojej ustalonej zasady. Zasady, którą obwieściłyśmy całemu światu. Ciężko jest się z niej wycofać, bo wszyscy dookoła nas za to podziwiają i pytają jak to robimy. Ukrywamy rzeczywistość przed innymi, jednocześnie okłamując siebie. Trudno jest tak funkcjonować.

Oczywiście przykład jest prosty, ale pokazuje w jakie pułapki potrafimy wrzucić siebie same, jeśli kierujemy się wagą bycia konsekwentną.

 

„Bycie konsekwentnym wymaga od nas, abyśmy zakładali krawat pasujący do skarpetek. I zmusza nas do zachowania tego samego zdania, które mieliśmy wczoraj. A gdzie w tym wszystkim zapodział się bieg świata?”

Źródło: Błogosławieństwo błędu, „Zwierciadło” nr 5/1927, maj 2007

 

No i na koniec ostatni argument. Ostatni w tym wpisie, bo temat jest mega duży.

 

6. Konsekwencja może prowadzić do nieefektywności.

Jak bycie niekonsekwentną ma się do bycia skuteczną i efektywną kobietą? Przecież zazwyczaj konsekwencję podaje się jako jedną z podstawowych cech ludzi efektywnych i produktywnych.

Dla mnie konsekwencja w wielu sytuacjach może stać się przeciwieństwem elastyczności. A prawdziwa efektywność wymaga elastyczności. Przykład: Deklarujesz się Klientowi, że przyjedziesz do niego za tydzień do innego miasta, by się z nim spotkać. W związku z tym, że to wyjazd daleko, chciałaś go połączyć z innym spotkaniem, w tym samym mieście, by był to bardziej efektywny dzień dla Ciebie (czasowo i kosztowo również). Dostajesz jednak informację, że jedno ze spotkań zostało odwołane. Kierując się zasadą konsekwencji (a nie daj boże zasadą „skoro dałam słowo”), powinnaś pojechać na to spotkanie, mimo, że z Twojego punktu widzenia wybieranie się do innego miasta, na to jedno spotkanie (które wcale nie jest strategiczne biznesowo dla Ciebie) byłoby zupełnie nieefektywne. Ty straciłabyś cały dzień (a może i noc) na to jedno spotkanie, tylko dlatego, że dałaś słowo bądź obawiasz się, że ktoś Cię posądzi o niekonsekwencję. Przyznasz, że to mało efektywne podejście.

Uwierz mi, że uczciwie rozmawiając z Klientem i mówiąc mu o swoich intencjach spokojnie możesz ustrzec się etykiety bycia niekonsekwentną. A nawet jeśli taką Ci przylepi, to zastanów się, czy chcesz współpracować z kimś, kto podobnej postawy (bycia zawsze konsekwentną nawet swoim kosztem) będzie wymagał od Ciebie w dalszej współpracy.

 

Dzisiaj, widzę na prawdę sporo korzyści z bycia czasem niekonsekwentną. Choć teraz sobie myślę, że to bycie niekonsekwentną można zamienić na bycie konsekwentną, tylko zmienić punkt odniesienia. Zobacz.

Kiedy nie ćwiczę regularnie z zegarkiem i kalendarzem w ręku (a nie ćwiczę aż tak regularnie i dobrze mi z tym) – ktoś może mi zarzucić brak konsekwencji. Ja za to widzę w tym konsekwencję, ale wobec tego, że konsekwentnie przyglądam się temu, co stoi za moją niechęcią do ćwiczeń. Konsekwentnie sprawdzam, jaka inna potrzeba konkuruje z  potrzebą ćwiczeń na ten moment. Jestem blisko swoich emocji i potrzeb i sprawdzam o co tam chodzi. Czy to nie jest konsekwencja? Dzięki temu mogę wprowadzić zmiany, które będą dla mnie dobre i które nie będą walczyły z innymi moimi potrzebami.

 

Na koniec mam dla Ciebie jedną strategię, do wdrożenia od zaraz.

Zachęcam Cię do tego, byś w sytuacji, kiedy zdarza Ci się niekonsekwencja (myślę, że zdarza się każdej z nas ), zatrzymała się i zadała sobie pytania:

  • Jaka inna, konkurencyjna potrzeba walczy z tym czego nie zrobiłam?
  • Co to dla mnie znaczy?
  • Jaki wniosek z tego wyciągam dla siebie na przyszłość?
  • Co chcę zmienić w takim razie?
  • Od czego zacznę?

Warto też zaakceptować to, że na drodze do celu pojawiają się chwile niekonsekwencji, słabości czy trudności. Walka z tym zabierze dużo więcej energii niż zaakceptowanie tego.

To dużo lepsza strategia niż karcenie siebie, oskarżanie o „lenistwo” i nadawanie etykiet, że „taka już jesteś”.

Konsekwencja jest fajna, kiedy służy (np. dwóm stronom: Tobie i Klientowi, bądź Tobie i dziecku). Kiedy zaś nie służy, warto konsekwencję zastąpić elastycznością.

We wszystkim potrzebny jest balans. Przyjrzyj się swojej definicji konsekwencji i niekonsekwencji.

 

A jak teraz patrzysz na swoją niekonsekwencję?

 Chcesz odejść bez komentarza? Proszę, pokaż, że tu byłaś 🙂

Zdjęcie: archiwum własne

Udostępnij: