Równowaga stres

 

„Łatwo jest pogodzić życie z pracą, kiedy nie ma się pracy. Niezbyt przydatna umiejętność, szczególnie kiedy kończą się pieniądze.”

 

                                                                                                                                                                Nigel Marsh

 

Rozpoczynam dzień szklanką ciepłej wody z cytryną. Następnie medytuję, biegam i kończę trening kilkoma asanami jogi. Biorę prysznic, jem wspólne śniadanie z rodziną przy stole. Jadę do pracy, po drodze dzwonię do rodziców z pytaniem o zdrowie. W pracy od godziny punkt 8.00 pracuję intensywnie i w skupieniu koncentrując się wyłącznie na obowiązkach służbowych, pracuję do godziny punkt 16.00. Żona nie dzwoni do mnie jak jestem w pracy, bo i tak nie odbieram prywatnych telefonów w godzinach służbowych. Wychodzę z pracy. W drodze do domu robię zakupy naszej starszej, schorowanej sąsiadce. Wracam do domu. Tam czeka na mnie żona z dziećmi przy zastawionym kolacją stole.

Po obiedzie pomagam dzieciom odrabiać lekcje. Później rodzinnie gramy w warcaby. Mam czas wyłącznie dla rodziny. Nie mam telefonu służbowego, więc nic mnie nie niepokoi. Nie rozmawiamy w domu o pracy. Jestem ciałem i duchem w domu. Po wspólnych zabawach czytam dzieciom bajki na dobranoc. Siadamy z żoną i oglądamy zdjęcia z ostatnich wakacji. Następnie wspólnie zmywamy po kolacji. Kiedy jedno z nas ochoczo wychodzi na wieczorny spacer z psem, drugie włącza film, który później wspólnie oglądamy. Kochamy się przed snem i zasypiamy.

Czy tak wygląda Twój każdy dzień? Obrazek niczym z amerykańskiego filmu lat 70.tych, kiedy ona w pełnym makijażu i fartuszku nakrywa stół, on po powrocie z pracy czyta gazetę przy stole, a dzieci spokojnie bawią się same w swoim pokoju. Jednak codzienność większości ludzi wygląda inaczej.

Od pewnego czasu pojawia się w mediach bardzo dużo publikacji o tzw. work-life balance. Coraz więcej firm prześciga się w oferowaniu pracownikom benefitów w postaci kart do klubów fitness, możliwości darmowej opieki medycznej, weekendowych wyjazdów integracyjnych, czy opieki nad dzieckiem blisko pracy. Od czasu powstania tej koncepcji w USA w ubiegłym wieku, mnożą się różne jej interpretacje. Nie wszystkie jednak zdrowe i użyteczne dla jej praktyków.

 

Trochę danych.

Wg. danych Państwowej Inspekcji Pracy Polacy pracują ponad 800 nadprogramowych godzin w roku. Co czwarty Polak deklaruje, że odejdzie z pracy, jeśli jego pracodawca nie zacznie dbać o jego dobre samopoczucie i zdrowie. Wg. badań Randstad Monitor Rynku Pracy, 53% ankietowanych przyznaje, że odczuwa presję ze strony szefa w codziennej pracy, a 51% odbiera maile i telefony poza godzinami pracy. Dane wyraźnie pokazuję, że Polaków zaczyna dotykać problem zachwiania równowagi pomiędzy życiem zawodowym i osobistym. Wejście na polski rynek zagranicznych korporacji z jednej stronie zwiększa oczekiwania mobilności i elastyczności wobec pracowników, a z drugiej potęguje potrzeby work-life balance.

 

Skąd wzięła się ta koncepcja?

Koncepcja work-life balance przyszła do nas ze Stanów Zjednoczonych, gdzie w latach 70-tych ubiegłego wieku, pracownicy działów HR rozwijających się korporacji, dostrzegli spadek wydajności i zaangażowania pracowników, entuzjazmu do pracy oraz wzrost ilości zwolnień lekarskich spowodowanych chorobami psychosomatycznymi. Zjawisko to powiązano z rosnącą liczbą godzin spędzanych w pracy. Po bliższym przyjrzeniu się temu zjawisku, serii badań psychologicznych i socjologicznych, uznano, że źródłem tych kłopotów jest brak harmonii między życiem zawodowym a osobistym. Postulowano wówczas rozwiązania stawiające na wyraźne oddzielenie życia zawodowego od prywatnego. Trzymanie się podziału 8 godzin na pracę – 8 na „życie” – 8 na sen. Ważne było, by w pracy nie poruszać tematów osobistych, a w domu zawodowych. Jednak szybko okazało się, że wdrożenie w życie tych zasad jest nierealne, powoduje frustrację i wymusza postawę idealnego pracownika i perfekcyjnego partnera i rodzica, która to prowadziła do wielu zaburzeń psychosomatycznych.

 

Jak jest dziś?

Współcześnie odchodzi się już od sztywnego podejścia do tego tematu. W takim razie co w zamian? Czym jest ta równowaga pomiędzy pracą, a życiem osobistym dziś? Można by na ten temat napisać porządną pracę naukową. Zacznijmy od przyjrzenia się temu, ile zamieszania i niezrozumienia wprowadza samo tłumaczenie tego sformułowania.

 

Ryzykowne tłumaczenie równowagi.

Wiele tłumaczeń określa work-life balance jako równowagę pomiędzy życiem a pracą, bądź równowagę pomiędzy życiem osobistym a zawodowym.

Już samo słowo równowaga sugeruje, że coś trzeba równoważyć. Czyli zadbać by po jednej stronie szali było tyle samo, co po drugiej. Jeśli nie będzie po tyle samo, to nie ma mowy o równowadze. W tym przypadku, możemy rozumieć to w ten sposób, że pracy powinniśmy poświęcać tyle samo czasu co życiu osobistemu. I tu pojawia się problem. Ponieważ znam wiele osób, które pracują w stałych godzinach pracy, a mimo to nie uważają, że ich życie jest zrównoważone. Znam też osoby, które przez tak zrozumianą definicję równowagi nałożyły na siebie nierealne, sztywne oczekiwania, których niemożność spełnienia prowadziła do frustracji ich oraz ich rodzin. Czy jest w ogóle możliwe w dzisiejszej rzeczywistości, która stawia na elastyczność i mobilność pracownika, oferuje zdalne formy pracy i możliwość ciągłego kontaktu, by przez 8 godzin być tylko w pracy, 8 godzin tylko zajmować się domem i 8 godzin spać? Oczywiście fizycznie jest to możliwe, jednak gorzej wygląda sytuacji, gdy przyjrzymy się naszej obecności myślami.

Przypomnij sobie ile razy dziennie myślisz o sprawach prywatnych w pracy. Ile razy zdarzyło Ci się w pracy niepokoić trudną sytuacją zaistniałą w Twoim życiu osobistym, chorobą dziecka, czy kłótnią z partnerem? A ile razy zdarzało Ci się pomyśleć o sprawach służbowych podczas rodzinnego obiadu? Na przykład o tym, czy zdążysz zrobić raport na czas, skończyć projekt w zadeklarowanym terminie bądź o tym, że czeka Cię jutro ważna rozmowa z szefem? Czy to na prawdę coś dziwnego? Oczywiście, ciągłe myślenie o pracy w domu i o życiu osobistym w pracy, oraz poddawanie się tym myślom, może prowadzić do wielu nadużyć w obu tych sferach. Jednak podchodząc do tego tematu zdrowo i z umiarem, jesteśmy w stanie efektywnie wykonywać swoje obowiązki służbowe przeplatając je od czasu do czasu tematami z życia osobistego i na odwrót.

 

Rywalizacja pracy i życia po pracy.

Wiele razy spotkałam się z interpretacją słowa „równowaga”, która zakładała by stawiać wyraźną, nigdy nie przekraczalną granicę, pomiędzy pracą  a życiem osobistym, inaczej nie da się jej osiągnąć. Inne usłyszane przeze mnie interpretacje sugerowały, że świat pracy i świat życia osobistego to dwa odrębne, nieprzenikające się światy, które umieszczone są na przeciwległych szalach. Obszary te albo nie powinny się ze sobą spotkać, albo spotkane muszą ze sobą rywalizować. To nie jest zdrowe podejście, ponieważ jako ludzie nie funkcjonujemy jak roboty. Nie da się zbudować psychicznie zdrowego podejścia do życia na dwóch przeciwległych tożsamościach, jak na przykład: osobowość pracownicza i osobowość prywatna, które się nie przenikają i są sztywno od siebie oddzielane na co dzień.

 

Bardziej elastyczne podejście.

Zachęcam Cię do spojrzenia na inną interpretację pojęcia work-life balance. Osho, w książce „Księga zrozumienia” proponuje inną, metaforyczną definicję równowagi w życiu. Porównuje nasze funkcjonowanie w codzienności do akrobaty, który chodzi po linie. Akrobata próbując utrzymać się na linie przechyla się raz na prawo, raz na lewo. Kiedy czuje i zauważa, że za bardzo przechyla się na jedną stronę i grozi mu upadek, świadomie kieruje swoje ciało i uwagę na drugą stronę. Akrobata tylko przez krótką chwilę znajduje się na środku liny. Nie możliwe byłoby utrzymanie się na linie, bez balansowania ciałem w różne strony. Akrobata utrzymuje równowagę przez balans, a nie sztywne trzymanie się środka liny.

Takie podejście do work-life balance zwalnia nas z obowiązku bycia perfekcyjnym pracownikiem, perfekcyjnym partnerem, rodzicem, dzieckiem czy przyjacielem. Takim, który jest wyłącznie pracownikiem w pracy, wyłącznie rodzicem i partnerem w domu. Takim, który działa jak robot, włączając i wyłączając na życzenie swoje różne role życiowe, bez możliwości ich przeniknięcia się, uzupełniania i korzystania z zasobów. Tak więc przestańmy traktować równowagę jako statyczny stan, którego zachwianie prowadzi do tragedii w życiu.

 

Czy używasz captcha?

Chcąc dodać komentarz na blogu, bądź zalogować się do portalu internetowego system wyświetla nam funkcję captcha, która prosi byśmy potwierdzili przez wybranie określonych zdjęć, bądź przepisanie słowa,  że nie jesteśmy robotami.

Na koniec zapraszam Cię do autorefleksji.

1. Sprawdź jak często stosujesz wobec siebie funkcję captcha? Jak często sprawdzasz, czy nie jesteś robotem?

2. Zastanów się nad tym, czym jest dla Ciebie balans i równowaga oraz na ile zbalansowane życie wiedziesz?

3. Wolisz trzymać się sztywnych ram, czy umiejętnie balansować pomiędzy różnymi rolami w zgodzie z własnymi potrzebami i granicami?

4. Jakie korzyści a jakie straty osobiste i zawodowe ponosisz w związku z tym?

 

Pomyśl o tym i podziel się swoimi refleksami w komentarzu poniżej.

Na prawdę cieszę się, że przeczytałaś mój artykuł. Włożyłam w jego napisanie dużo pracy i czasu. Więc jeśli, to co przeczytałaś jest dla Ciebie wartościowe, to:

  • Proszę, zostaw swój komentarz.Nawet nie wiesz, jak motywuje mnie i cieszy świadomość tego, że Ty to czytasz :). A bez Twojego komentarza nie czuję Twojej obecności. Wiec zostaw łapkę, napisz swoje odczucia po przeczytaniu tekstu bądź podziel się swoimi refleksjami.
  • Podaj dalej.Jestem przekonana, że jeśli to co piszę jest dla Ciebie ciekawe i pomocne, to również może być pomocne dla kogoś z Twojego otoczenia. Dlatego podziel się linkiem do artykułu ze znajomymi.
  • Podejrzyj mnie na Instagramie i Facebooku. Tam oprócz informacji o nowych wpisach na blogu, zobaczysz trochę mojego życia po pracy i kulisy pracy.
  • Dołącz do naszej kobiecej grupyna facebooku: Pracuj i żyj w swoim rytmie. Tam razem z innymi CUDownymi kobietami dbamy i wspieramy się w tym, by przeżywać naszą codzienność w swoim rytmie, dbając o swoje potrzeby i świadomie kreując swoją codzienność. Tam też robię webinary i live’y, co jakiś czas, wyłącznie dla dziewczyn z grupy.

*Artykuł pochodzi z listopadowego wydania magazynu Marketing w Praktyce, do którego piszę.

* Zdjęcie: www.unsplash.com

Udostępnij: