Być sobą

„Człowiek nie jest trwałą niezmienną bryłą, tylko raczej płynącą rzeką przemian” Carl Rogers

 

W świecie szeroko rozumianego rozwoju osobistego bardzo często słyszmy o osobach, które osiągnęły jakieś sukcesy. Które stały się KIMŚ. Które po zdobyciu swoich celów, uczą i motywują innych do tego, by również je osiągać. Coraz popularniejsze są tzw. mowy motywacyjne, na które chętnie chodzi wiele osób zainteresowanych rozwojem osobistym. W internecie mnoży się wiele artykułów o tym, jak powtarzać sukcesy innych osób, jak stawać się coraz lepszym, mądrzejszym, ładniejszym, zdrowszym itd.

Hasła typu „Możesz wszystko”, „Jesteś zwycięzcą” kokietują i namawiają do tego, by wciąż się zmieniać, osiągać więcej, mocniej i szybciej.

Jednak gdy idziemy na ważne dla nas spotkanie, rozmowę rekrutacyjną czy randkę, to jedną z rad, które dostajemy od naszych bliskich jest „Po prostu bądź sobą”. Ale co to w zasadzie znaczy? Co znaczy być sobą w świecie, który oczekuje od nas bycia elastycznym, zmiany, dostosowania się, bycia takim, jak ktoś inny i jeszcze odczuwania z tego powodu szczęścia?

Co to właściwie znaczy: być sobą? I co to daje?

Chcę się dziś przyjrzeć odpowiedzi na to pytanie i zapraszam Cię również do tego.

 

cel

Być jak…

Czas w przedszkolu kojarzy mi się z wizytami różnych osób, które reprezentują różne zawody. Strażak, pani pielęgniarka, policjant, aktorka, pani urzędniczka. Bycie kimś takim z perspektywy dziecka oznaczało bycie „kimś”. Wystarczy spojrzeć na zabawy naszych dzieci, by dowiedzieć się kim chcą zostać w przyszłości. Pamiętam jeszcze z czasów szkoły, że z ust nauczycieli nie raz wylewały się słowa: „Musisz zostać kimś, by inni Cię szanowali”. Dziś, już nie jako dzieci, ale dorośli ludzie nadal bardzo często chcemy być kimś innym, niż jesteśmy. I wydaje się, że nie ma w tym nic złego. Chęć stania się „kimś” może być mocnym motywem do swojej zmiany, zwiększania kompetencji, osiągania kolejnych celów, a przez to często posiadania więcej doświadczeń i dóbr.

I choć dziecięce bycie kimś innym wydaje się być zupełnie normalne, bo przecież dzieci korzystają z wzorców, o tyle bycie kimś innym w świecie dorosłych zatrzymuje już na pytaniu: Czy to aby na pewno dobre dla nas? Czy pogoń za tym, by być co chwile KIMŚ, faktycznie daje nam satysfakcję i radość z codziennego życia?

 

Co to znaczy być sobą?

To pytanie brzmi bardzo filozoficznie. Dość łatwo można sobie wyobrazić bycie kimś innym, bo wiąże się z to upodabnianiem się do kogoś. Trudniej jest już sobie wyobrazić bycie sobą. Podczas pracy z moimi Klientami nie raz zatrzymujemy się właśnie na obszarze bycia sobą. Wielu ludzi tak często słyszało o tym, jacy mają być, od rodziców, nauczycieli, partnerów czy szefów, że zapomnieli, jak to jest być sobą. Wraca wówczas pytanie: Co to właściwie znaczy być sobą?

W mojej interpretacji, która zrodziła się oczywiście z inspiracji wieloma mądrzejszymi głowami oraz mojego doświadczenia, bycie sobą, to pozwalanie sobie na odczuwanie tego, co automatycznie i często na ułamek sekundy, pojawia się w naszych uczuciach i ciele. Podam przykład. Wyobraź sobie, że zaczynasz rozmowę rekrutacyjną. Jesteś po stronie osoby, która ubiega się o pracę. Zapytany przez rekrutera: „Jak się Pan czuje”, w myślach odpowiadasz: „Jak to jak? To oczywiste, że się denerwuje.” Zauważasz pojawiający się na dłoniach pot i przyspieszony oddech. Jednak na głos odpowiadasz „W porządku, dziękuję bardzo. Bardzo tu u Państwa miło”. Twoja pierwsza reakcja była autentycznie Twoja. Ale być może ze względu na to, że masz w sobie przekonanie, że nie można okazywać stresu podczas rozmowy rekrutacyjnej, bądź ze względu na przekonanie, że nie mówi się głośno o swoich słabościach, bądź jeszcze z innego powodu, blokujesz swoje prawdziwe reakcje i reagujesz w sposób oczekiwany przez innych.

Powyżej opisana sytuacja jest jeszcze całkiem bezpieczna, ponieważ przed tym, jak odpowiedziałeś oficjalną odpowiedzią, uświadomiłeś sobie, co dzieje się w Twoim ciele i emocjach. Często jednak bywa tak, że wielu ludzi w codziennych sytuacjach nie ma w ogóle kontaktu  ze swoimi emocjami i stanami ciała. I odpowiada zupełnie automatycznie: „W porządku”. Zatrzymując wszystkie prawdziwe emocje w sobie, w środku. Takie reakcje są szczególnie niebezpieczne, jeśli pojawiają się nie tyle na rozmowie rekrutacyjnej, na której zatrzymanie pewnych naszych reakcji jest chwilowe, na ile pojawiają się w naszej codzienności. Po przebudzeniu, w rozmowach z bliskimi, w pracy czy po pracy.

 

Jakie konsekwencje daje nie bycie sobą?

Bycie sobą to pozwalanie sobie na odczuwanie tego, co autentycznie się w nas pojawia. To nie jest odczuwanie tego, co powinno się w nas pojawiać. Bo to co powinno, określają inni ludzie. A to co się w nas pojawia pochodzi od nas, a nie od innych. Niestety w dzisiejszym świecie wcale nie jest łatwo być sobie. A autentyczne bycie sobą często interpretowane jest jako oznaka słabości (pokazanie smutku), niedostosowania (pokazanie złości), czy porażki (ujawnienie wstydu). Dlatego często ukrywamy nasze prawdziwe uczucia i reakcje, by nie spotkać się z reakcją, która może być dla nas nieprzyjemna i trudna.

Jednak takie długie ukrywanie siebie, zakładanie masek bycia kimś innym, może prowadzić do wielu niedogodności życiowych, a nawet poważnych chorób. Jak wspomnę o chorobach psychicznych, to na pewno wielu czytelników pomyśli, że przesadzam (choć nie przesadzam). Więc skupię się na takich konsekwencjach bardziej codziennych i dostępnych. Jedną z konsekwencji odrzucania siebie (bo tym może być nie bycie sobą) jest np. to, że nie wiemy co chcemy robić w życiu. To co robiliśmy do tej pory zaczęło nas np. męczyć. I nie ma się co dziwić, że pojawiło się zmęczenie, jeśli przez wiele lat wykonywania jakiejś pracy, która nie była w zgodzie z nami, musieliśmy włożyć ogrom energii na zatrzymywanie naszych prawdziwych odczuć, emocji i reakcji. To zmęczenie może być również objawem trudu, jaki musieliśmy ponieść by radzić sobie z konsekwencjami naszych wyborów (np. długie dojazdy do pracy czy codzienne utarczki z szefem czy partnerem).

Innym, bardzo powszechnym przykładem, z którym spotykam się dość często, jest brak przyzwolenia sobie, na bycie sobą w swoim wyglądzie. Dzisiejszy świat narzuca nam bardzo określone kanony urody. Jeśli chcemy im sprostać, musimy często chować nasze prawdziwe uczucia i reakcje na nasz wygląd i dążyć do tego, by wciąż go zmieniać bądź z trudem utrzymywać. By wciąż być jak sławna, szczupła i piękna kobieta bądź ten umięśniony i wysoki mężczyzna z Instagrama. Kiedy nie pozwalamy sobie poczuć np. akceptacji swojego ciała takim, jakie jest, wciąż dążymy do stania się KIMŚ innym, niż jesteśmy. I robimy to z wielkim wysiłkiem.

Jeszcze inny przykład, to dążenie by stać się kimś na stałe, na zawsze. Np. w sytuacji gdy się czegoś uczymy, rozwijamy się, kształcimy, chodzimy na kolejne szkolenia, może się w nas pojawić chęć stania się już kimś w pełni. W pełni kompetentnym. W pełni mądrym. W pełni oczytanym. W pełni spokojnym. W pełni opanowanym z emocjami itd. Taka perspektywa jest na prawdę kusząca, ale wydaje się być nie możliwa do osiągnięcia.

Bo nawet jeśli już przeczytamy wszystkie dostępne nam książki na jakiś temat, to po zdobyciu tej wiedzy może się okazać, że i tak coś nas zaskoczy. Będziemy już w nowej dla nas sytuacji, czy w innym niż dotychczas towarzystwie. A to wymusza na nas znowu zejście do poziomu kogoś początkującego. I kiedy ten moment spotka się z wiarą w to, że to nie koniec naszej nauki i rozwoju, a być może kolejny początek, może pojawić się ogromna frustracja i niezadowolenie. A przecież miało być zupełnie inaczej.

 

Życie wciąż zaskakuje

Przez całe życie jesteśmy i będziemy w nowych sytuacjach. I przez to, że te sytuacje będą nowe, będą pojawiać się w nas nowe uczucia, potrzeby i reakcje. Bo wciąż nas będzie coś zaskakiwało. Uczenie się bycia sobą to zadanie na całe życie. Nie widzę tu momentu, w którym można powiedzieć „Tak, teraz to już jestem sobą i tak już zostanie”. Jestem przekonana, że każdy, nawet ten, kto przeszedł jakże wymagającą ścieżkę docierania do prawdziwego siebie (np. w procesie psychoterapii czy podczas innej drogi) z nowym sobą będzie spotykał się do końca swojego życia. A bycie sobą oznacza właśnie akceptację siebie takim, jakim się jest w określonym momencie życia, w określonej sytuacji i przede wszystkim pozwalanie sobie na to.

Ale uwaga, akceptacja np. złości w sobie nie musi oznaczać, że teraz tę złość będziemy przelewali na cały świat swoim zachowaniem. Potrzeby, emocje a zachowania w wyniku potrzeb i emocji, to różne kwestie, ale na ten temat przeznaczę inny wpis.

 

Co daje zatem bycie sobą?

To prawdziwa sztuka nie zakładać masek powinności i ze spokojem witać swoje nowe i czasem zaskakujące reakcje i uczucia. I choć może to wydawać się na początku straszne, bo jak mogę ze spokojem pozwalać sobie na złość czy smutek, to po czasie takiego „treningu” może okazać się bardzo „ulgonośne” i satysfakcjonujące. Mimo trudności pojawiających się podczas tego procesu, można czuć lekkość, radość i satysfakcję. Gdy pozwalamy sobie być sobą takimi jakimi jesteśmy w danej sytuacji, przede wszystkim nie tracimy ogromu energii z ciała i emocji na zatrzymywanie tego co w nas prawdziwe. Praca może stać się lżejsza. Relacje z najbliższymi mogą okazać bliższe i bardziej spontaniczne. Uczucie radość może być mocniejsze i częstsze.

Podam przykład znowu z codziennego życia. Kiedy chcesz odkrywać swoje pasje, kiedy chcesz odkrywać swoje „powołanie” w pracy, warto puszczać właśnie te emocje, które próbują się przebić zza maski codzienności a które często blokujesz. Bo blokując nieprzyjemne emocje, możesz blokować również te, które wskazują Ci Twoją drogę, które dostarczają kreatywności. Te, które pozwalają Ci iść Twoją, indywidualną, a nie czyjąś, drogą.

Wiem, że nie jest to łatwe. Powiem wprost – bywa to bardzo trudne. Ale warto uczyć się tego, choćby po to, by w w wielu życiowych sytuacjach móc się rozluźnić, uśmiechnąć i powiedzieć: „Życie – dawaj co tam masz na tacy, ja Ci pokażę co mam na swojej i zobaczymy co z tego ugotujemy”. Taka postawa zwalnia energię do nowych doświadczeń, bliskich relacji, do prawdziwszego życia, do radości i spokoju. Zachęcam Cię zatem do trenowania kontaktu ze sobą, autentycznym. Pisałam n.in. o tym temacie w poście: Słuchanie siebie a strefa komfortu – współpraca czy walka.

Ps. Miedzy innymi dlatego uwielbiam coaching, który z założenia akceptuję Cię takim, jakim jesteś 😉

I jak tu znaleźć równowagę w byciu sobą a dążeniu do zmiany i rozwoju? No właśnie…Warto to ze sobą łączyć.

 

A Ty na ile jesteś sobą na co dzień?

zdjęcie: www.unsplash.com

Na prawdę cieszę się, że przeczytałeś mój artykuł. Jeśli, to co przeczytałeś jest dla Ciebie wartościowe, to:

  • Proszę, zostaw swój komentarz. Bez Twojego komentarza nie czuję Twojej obecności. Wiec zostaw łapkę, napisz swoje odczucia po przeczytaniu tekstu bądź podziel się swoimi refleksjami.
  • Podaj dalej. Jestem przekonana, że jeśli to co piszę jest dla Ciebie ciekawe i pomocne, to również może być pomocne dla kogoś z Twojego otoczenia. Dlatego podziel się linkiem do artykułu ze znajomymi.
  • Podejrzyj mnie na Instagramie i Facebooku. Tam oprócz informacji o nowych wpisach na blogu, zobaczysz też kulisy mojej pracy.
  • Dołącz do naszej kobiecej grupy na facebooku: W drodze do równowagi. Tam razem z innymi kobietami dbamy i wspieramy się w tym, by przeżywać naszą codzienność w swoim rytmie, dbając o swoje potrzeby i świadomie, w równowadze kreując swoją codzienność. Tam też robię webinary i live’y, co jakiś czas, wyłącznie dla osób z grupy.

 

Share: