odwaga

Oczekiwanie na dziecko to czas szczególny. Wtedy właśnie organizujemy miejsce (w domu i w naszym wnętrzu) na nowego członka rodziny. Kupujemy łóżeczko, ubranka, wyprawkę do szpitala. Wybór wózka czy chusty staje się wówczas prawdziwym wyzwaniem. Wkładamy w te przygotowania ogrom naszego zaangażowania. Czekamy na przyjście na świat małego człowieka, którego będziemy chcieli wychowywać, uczyć zasad życia, prowadzić i ukierunkowywać. Tak generalnie o macierzyństwie myśli wiele osób. Wielu z nas wierzy w to, że to dorośli uczą dzieci. Wierzy w to, że to wyłącznie na dorosłych spoczywa obowiązek prowadzenia dzieci przez życie, dostarczania nowej wiedzy czy budowania kręgosłupa moralnego. Niewiele znam osób, które wierzy w to, że to również dzieci uczą nas, dorosłych. A jednak…Są takie zachowania naszych dzieci, których możemy i nawet powinniśmy uczyć się od naszych pociech. Odwaga – to słowo, które nasuwa mi się, gdy myślę o zachowaniach naszych dzieciach.

Oto 5 odważnych zachowań, których możemy uczyć się od naszych dzieci:

 

  1. Dzieci są tolerancyjne.

Małe dziecko, które zobaczy osobę bez dłoni nie odwraca głowy, unikając spojrzenia. Nie umniejsza mówiąc: „Oj jaka biedna, na pewnie nie ma łatwo w życiu”. Nie ocenia tej osoby jako słabszej. Małe dziecko po prostu stwierdza: „Ona nie ma dłoni” i pyta dlaczego, jak to się wydarzyło? Pyta nawet bezpośrednia tę osobę. To wspaniałe zachowanie pokazujące jaką wrodzoną tolerancję na inność i ciekawość mają nasze dzieci. To my dorośli nadajmy znaczenie danej sytuacji. To my wydajemy opinię, ocenę – pozytywną bądź negatywną, która wpływa później na relacje, które nawiązujemy. Na to jak osoby inne od nas czują się w naszej obecności. Małe dziecko po prostu widzi to, co widzi, zupełnie jak oko kamery i z empatią dopytuje co się wydarzyło, że jest jak jest. Jest ciekawe, zainteresowane, otwarte. Nigdy z góry oceniające. A to daje niesamowitą przestrzeń na nawiązanie relacji i czerpanie z niej dla obydwu stron. Uczmy się takiej tolerancji a zaprosimy do swojego życia więcej bliskich i wartościowych relacji.

 

  1. Dzieci mają kontakt ze swoimi uczuciami i potrzebami.

Przyznawanie się do przeżywania emocji i pokazywanie ich staje się coraz większym problemem we współczesnym świecie. Unikamy mówienia o swoich prawdziwych emocjach. Szczególnie o tych nieprzyjemnych. Często je wypieramy, nie zauważamy, przechodzimy obok nich spychając je nogą do kąta. W ten sposób sprawiamy, że te gromadzą się i rosną niczym balon, który wcześniej czy później wybuchnie w najmniej oczekiwanym przez nas momencie. Małe dzieci, nie wyposażone jeszcze w rozwinięte umiejętności zarządzania swoimi emocjami i w ograniczające przekonania na temat emocji, bardzo wyraźnie je komunikują. Bardzo łatwo jest zobaczyć u niemowlęcia radość, smutek czy ból. On je po prostu komunikuje w najprostszej postaci. Można by przyczepić się, że dzieci samoregulacji i samokontroli dopiero się uczą i ich dziecięcy sposób regulacji nie jest godny naśladowania. Jednak gdyby niektórzy z nas, dorosłych, wzięli przykład tego, jak można kontaktować się ze swoimi emocjami, od dzieci, wyszłoby nam to na dobre. Jestem przekonana, że mówienie „boję się”, „jestem wściekła”, „kocham cię” w jasny  i prosty sposób, mogłoby poprawić wiele relacji osobistych i tych zawodowych. Pomogłoby zwiększyć samopoznanie i samoświadomość tego kim jesteśmy i czego potrzebujemy. A świadomość tego, czego potrzebujemy otwiera drzwi do szukania wielu różnych sposobów na to, by te potrzeby zaspokoić.

 

  1. Dzieci cieszą się i bawią na 100%

Któż z nas nie zachwycił się choć raz dziecięcą radością. Radością, która wypływa  z trzewi. Radością, która płynie z trzęsącego się brzucha. Radością, która powoduje płynące z oczu łzy. Radością, której okrzyk słychać na drugiej stronie osiedla. Dziecięca radość jest dzika, nieokiełznana, szczera. Czasem bardzo głośna. Taka, na którą rzadko pozwalają sobie dorośli. To radość, która wynika czasem z wydawałoby się błahych, dla nas dorosłych, powodów. To szczęście z powodu wielkiej babki z piasku. Radość w trakcie unoszenie się wagoniku karuzeli pod niebo. Radość, która jest tu i teraz. W której nie ma przejmowania się przeszłością czy przyszłością. Radość prawdziwa, doceniająca proces, a nie tylko efekt. Obserwujmy radość naszych dzieci i uczmy się od nich tego, jak ją wskrzeszać.

 

  1. Dzieci mówią prawdę.

Tak, dzieci mówią prawdę do czasu, kiedy dorośli nie pokażą im, że nie zawsze ta prawda jest mile widziana. Pamiętam taką opowieść mojej znajomej, która opowiedziała mi historię z czasów dzieciństwa. Była umówiona z mamą na powrót do domu o określonej porze. Spóźniła się tylko dlatego, że uciekł jest autobus. Wiedząc, że mama słysząc ten prawdziwy powód zarzuci jej nieodpowiedzialność, brak poczucia czasu i lekkomyślność, wymyśliła dla niej inną historyjkę o tym, że jej koleżanka zasłabła i musiała się nią zająć. Mówi się, że najgorsza prawda jest lepsza od pięknego kłamstwa. Ale czy jako dorośli na prawdę się do tego stosujemy? Dzieci mówią swoją prawdę do bólu, np. „Janek mnie nie znosi”. A my wówczas pod pretekstem „To na pewno nie tak, Janek na pewno Cię lubi” dajemy sygnał naszym dzieciom, że nie warto by dzieliły się z nami swoją perspektywą. Później jako dorośli unikamy prawdy, bo nie wiemy jak ją wyrazić, zakomunikować w sposób, który pozwoli nam zachować relację. Szukajmy prawdy w sobie i akceptujmy ją w naszych dzieciach. To inwestycja na przyszłość, dzięki której będziemy mogli doświadczać prawdziwych, autentycznych , bliskich i nie owiniętych w bawełnę, relacji.

 

  1. Dzieci kochają bezwarunkowo.

To jedna z podstawowych „właściwości” dzieci. Dzieci kochają swoich opiekunów bezwarunkowo. Jeśli deklarują miłość, to nie szukają dla niej dowodów, potwierdzenia, czegoś w zamian. Ta bezwarunkowa miłość jest zarezerwowana dla najmłodszych. To później, dorastając i obserwując swoje otoczenie uczymy się warunkowego kochania czy warunkowej akceptacji. Uczymy się tego, że by komuś powiedzieć „Kocham Cię”, to musimy mieć konkretne przesłanki do tego. Dzieci naturalnie nie boją się zranienia, dlatego ufają i z otwartością dzielą się swoimi uczuciami. Dopóki nie doświadczą regularnego odrzucenia, dopóty nie zabezpieczają się przed okazywaniem miłości swoim opiekunom i bliskim.  Uczmy się tej bezwarunkowości od nich. Dajmy dzieciom bezwarunkową miłość, a taką samą otrzymamy od nich. Taką samą dzieci zaniosą później do swoich relacji. Bezwarunkowa akceptacja to również baza bliskich relacji w dorosłym życiu z ich partnerami i współpracownikami. Zaś my, obserwując nasze dzieci możemy brać z nich przykład. Bo na zmianę nigdy nie jest za późno.

 

Powstaje zatem pytanie:

Jak zatem zachować równowagę pomiędzy byciem nauczycielem a uczniem w relacji z dzieckiem? Jak uczyć się od niego odwagi?

 

Ps. A propos odwagi – 11 listopada w Warszawie odbędzie się konferencja Braveday – ogólnopolskie warsztaty odwagi. Wśród wielu interesujących prelegentów będę również ja. Zapraszam Cię serdecznie!

 

zdjęcie: www.unsplash.com

Na prawdę cieszę się, że przeczytałeś mój artykuł. Jeśli, to co przeczytałeś jest dla Ciebie wartościowe, to:

  • Proszę, zostaw swój komentarz. Bez Twojego komentarza nie czuję Twojej obecności. Wiec zostaw łapkę, napisz swoje odczucia po przeczytaniu tekstu bądź podziel się swoimi refleksjami.
  • Podaj dalej. Jestem przekonana, że jeśli to co piszę jest dla Ciebie ciekawe i pomocne, to również może być pomocne dla kogoś z Twojego otoczenia. Dlatego podziel się linkiem do artykułu ze znajomymi.
  • Podejrzyj mnie na Instagramie i Facebooku. Tam oprócz informacji o nowych wpisach na blogu, zobaczysz też kulisy mojej pracy.
  • Dołącz do naszej kobiecej grupy na facebooku: W drodze do równowagi. Tam razem z innymi kobietami dbamy i wspieramy się w tym, by przeżywać naszą codzienność w swoim rytmie, dbając o swoje potrzeby i świadomie, w równowadze kreując swoją codzienność. Tam też robię webinary i live’y, co jakiś czas, wyłącznie dla osób z grupy.
Share: